
Pierwszy w Polsce, ale nie polski
O historii Ursusa C-45 opowiedziano już wiele, ograniczymy się zatem do podstawowych informacji. Jest to tak naprawdę kopia Lanza Bulldoga D9506; ze względu na tragedię II wojny światowej i wobec wielu zastanych w kraju niemieckich ciągników zdecydowano się właśnie na skopiowanie tej konstrukcji; było to rozwiązanie najtańsze i najmniej pracochłonne. Prototyp oznaczony jako LB-45 zaprezentowano w pierwszej połowie 1947 roku, a pierwsze C-45 zaczęły opuszczać fabryki w roku 1947. Ciągniki te produkowano do 1954 roku.
Napędzane były 1-cylindrowym dwusuwym silnikiem o pojemności 10,3 l i mocy 45 KM, a napęd przenoszony był za pośrednictwem przekładni 3+1.
Monstrualne ceny za stare Ursusy. Monstrualne, ale całkiem realne
Chociaż C-45 trafiły na rynek w liczbie kilku tysięcy, obecnie ich podaż jest bardzo znikoma. Nic dziwnego; jak większość seryjnie produkowanych pojazdów również i on przeszedł cykl prowadzący do oldtimera; od pojazdu użytkowego przez nieefektywny, niepraktyczny i w rezultacie niechciany "złom" do historycznego przedmiotu pożądania. W rezultacie w popularnych serwisach ogłoszeniowych możemy obecnie znaleźć dwa egzemplarze. Obydwa, choć z rdzawym nalotem, są na chodzie. Jeden z nich kosztuje wyjściowo 87 tys. zł, zaś drugi wzbogacony o rozrusznik, uwaga, 145 tys. zł.
Prawie 90 i 150 tys. zł za Ursusa C-45. Dużo czy mało?
Trudno wyciągać rozsądne wnioski z dwóch internetowych ogłoszeń, jeżeli jednak zajrzymy za granicę, okaże się, że Lanz Bulldog 9506, a więc konstrukcja bazowa dla C-45, kosztuje w podobnym stanie ok. 23 tys. euro, co daje ponad 95 tys. zł (odrestaurowane modele pokrewne to wydatek rzędu nawet ok. 40 tys. euro...). Cena ok. 100 tys. zł za Ursusa nie powinna więc nikogo specjalnie szokować. Szczęśliwi więć ci, którzy zachowali swoje C-45 lub kupili je w dołku cenowym. Ci z drugiej strony mogą pluć sobie w brody...