Dolnośląska Izba Rolnicza domaga się pilnego uruchomienia rekompensat w związku z kryzysem spowodowanym importem produktów rolnych z Ukrainy. Rolnicy żądają dodatkowych dopłat do zbóż, rzepaku, kukurydzy, buraków i owoców miękkich do jednego hektara deklarowanego we wnioskach obszarowych na 2024 rok.
- Obserwujemy systematyczne pogarszanie się sytuacji w rolnictwie, spowodowane wzrostem kosztów produkcji, zagrożeniem płynności finansowej gospodarstw związanej z sytuacją wojenną na Ukrainie, oraz trudnościami związanymi z ekstremalnymi warunkami atmosferycznymi i wysokimi kosztami utrzymania maszyn w stanie gotowości, co prowadzi do utraty wartości ekonomicznej gospodarstw - tłumaczy Ryszard Borys, szef Izby. I dodaje, że wprowadzenie odpowiedniego wsparcia finansowego może istotnie poprawić opłacalność produkcji i przyczynić się do stabilizacji sytuacji w sektorze rolniczym.
Izby rolnicze apelowały także o dopłaty do mleka
Wcześniej o dopłaty do zbóż i rzepaku, ale także do mleka apelował Wiktor Szmulewicz, szef Izb Rolniczych. Tłumaczył, że uruchomienie dopłat jest konieczne, ponieważ spadek cen grozi bankructwem gospodarstw hodowlanych i likwidacją produkcji w tym sektorze. Zaproponował też, by na podstawowe produkty rolne zebrane od żniw zeszłego roku do czerwca tego roku były przyznawane dopłaty z funduszu wojennego.
Rolnicy chcą rekompensat z UE. Będzie spotkanie z premierem Tuskiem
O rekompensatach chcą też rozmawiać rolnicy z Ogólnopolskiego Protestu Rolników podczas spotkania z premierem Donaldem Tuskiem. Planowane jest ono w najbliższą niedzielę 14 kwietnia.
- Uważamy, że w związku z trudną sytuacją w rolnictwie należy uruchomić rekompensaty do każdego hektara dla każdego rolnika oraz rekompensaty do zwierząt (do DJP). Powinny być one finansowane z budżetu UE w związku z tym, że kryzys powstał przez pochopne decyzje Brukseli - wyjaśnia nam Damian Murawiec z OPR. Zaznacza, że rolnikom najbardziej potrzeba rozwiązań systemowych, i o tym zamierzają rozmawiać z premierem, ale w obecnej sytuacji rekompensaty pozwoliłyby rolnikom na kontynuację produkcji.
Kamila Szałaj