– Co się wydarzyło w zarządzie koła, że został zniszczony układ wzajemnej współpracy, który nie tylko w mojej opinii, ale wielu rolników funkcjonował na przyzwoitym poziomie. Budowaliśmy go zresztą przez lata? – pytał zarząd koła „Karino” Klaudiusz Bartkowiak z Promienka.
Było inaczej
Jarosław Mikołajczak, rolnik z Pobiedzisk podkreślał, iż nie słyszał jeszcze o kole łowieckim, które zapłaciłoby rolnikom równowartość poniesionych strat za szkody wyrządzone przez zwierzynę, ale niektóre traktują rolników z szacunkiem i takim kołem było kiedyś „Karino”.
– Odkąd jednak zatrudniono nową osobę do szacowania, wszystko diametralnie się zmieniło. Kiedyś w rozmowie powiedział mi, że wyprowadza finanse kół na prostą, patrząc na jego postępowanie z rolnikami to się zgadza. Zamiast szacować szkody w ciągu 7 dni, jak wskazują przepisy, przyjeżdża na pole po 20, 30 dniach. Straszenie nas sądem, urzędem skarbowym, zarzucanie błędów w agrotechnice, to praktykuje często. Próbuje nam wmówić, iż roślina zgryziona przez zwierzę osiąga lepszy plon – mówił Jarosław Mikołajczak.
Mikołajczak poradził rolnikom, aby robili zdjęcia wyrządzonych przez zwierzynę szkód.
– Przedstawiciel waszego koła powiedział, iż zdjęcia robione przez rolników są niewiarygodne. Żeby były one dowodem w sprawie rolnik powinien wynająć profesjonalnego fotografa – to przecież zupełny absurd – komentował rolnik.
Panu Dziublewskiemu z Siedleczka, „Karino” za zjedzone przez zwierzynę w ubiegłym roku 4 ha łubinu nie wypłaciło ani złotówki.
– Szacujący zarzucał mi, że nie obsiałem pola, a domagam się odszkodowania – dodał Dziublewski.
Leszek Rykiel z Promienka mówił o tym, iż przez 30 lat, kiedy prowadzi gospodarstwo nie wiedział, co to są odwołania od szacowania, teraz jednak jest zupełnie inaczej.
Janusz Hryniewiecki z Gołunin od lat, jak twierdzi, współpracował z kołem, chroniąc uprawy przed zwierzyną. Jak sam mówił, zawsze się dogadywali, ale od kiedy koło ma nowego szacującego, jest tylko gorzej.
– Szacował mi szkody na łące. Zwróciłem mu uwagę, iż 10 kg nasion na łąki torfowe kosztuje 280 zł, a on na to, że 100 zł. W ubiegłym roku zwierzyna zniszczyła nam 9 ha kukurydzy. Koło wypłaciło odszkodowanie w wysokości 4,5 tys. zł. Ustalono, że wydajność na tym polu w normalnych warunkach nie przekracza 2 ton z hektara, podczas gdy na tej działce kukurydza plonuje na poziomie ok. 7 ton z hektara – relacjonował Hryniewiecki.
Innemu rolnikowi zwierzyna w ubiegłym roku zniszczyła rzepak na powierzchni 15 ha, zgłosił szkody, ale sprawa tak się przeciągała, że gospodarz zaorał zniszczony rzepak i obsiał pole kukurydzą. Nie otrzymał od koła rekompensaty.
Odbudować relacje
Nad działalnością kół łowieckich nadzór sprawuje Polski Związek Łowiecki.
– Nowe przepisy, które obowiązują od tego roku wskazują wyraźnie, iż koło łowieckie podlega ocenie. Taka działalność koła będzie przyczynkiem do negatywnej oceny, co spowoduje, że koło nie będzie się mogło ubiegać o dzierżawę obwodu łowieckiego. Należy się poważnie zastanowić nad odsunięciem wskazywanej osoby od szacowania. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nie ma porozumienia pomiędzy kołem a rolnikami – komentował obecny na spotkaniu Michał Kolasiński z zarządu okręgowego PZŁ w Poznaniu.
Osoba, wobec której kierowano zarzuty twierdzi, iż w owym czasie zmieniały się przepisy dotyczące szacowania. Osobami, które wtedy były odpowiedzialne za prawidłowy przebieg szacowań byli przedstawiciele gminy. Koło wspierało ich przy szacowaniu. Przyznaje, że doszło do incydentalnego opóźnienia w szacowaniu szkód na polu u Mikołajczaka. Wyjaśnia, iż stawiane mu przez rolników na spotkaniu w Pobiedziskach zarzuty nie mają merytorycznych podstaw. Ma ku temu argumenty. Twierdzi również, że jeżeli ktoś z rolników nie będzie życzył sobie, aby on szacował szkody, koło może wytypować do szacowania kogoś innego.
Tomasz Dutkiewicz prezes koła „Karino” przepraszał rolników za zaistniałą sytuację. Dał im słowo, że to się poprawi. Koło nie ma więc już innego wyjścia, jak odbudować wzajemne relacje.
W obliczu coraz częstszych protestów, jakie przeciwko polowaniom organizują tzw. pseudoekolodzy, ani w interesie kół łowieckich, ani rolników nie jest utrzymywanie sytuacji konfliktowych.
Magdalena Szymańska
fot.