
PGE przyjechało stawiać słupy na polu rolnika bez pozwolenia
Jarosław Pawelec to rolnik z woj. lubelskiego. Od 2018 roku uprawia niespełna 2,5 ha działkę rolną zakupioną przez jego mamę. Pole znajduje się w miejscowości Oszczywilk i zostało kupione, by powiększyć dotychczasowy areał. Jak wspomina rolnik, w momencie zakupu pola, na jego środku znajdował się tylko jeden słup średniego napięcia, po którym próżno było szukać śladu w księdze wieczystej.
Spór rolnika z lubelskim oddziałem spółki PGE Dystrybucja Rejonu Energetycznego w Puławach rozpoczął się w roku 2020. Wówczas, latem, ni stąd, ni zowąd na zakupionej dwa lata wcześniej działce pojawiły się paliki geodezyjne. Z uwagi na to, że pole jest zlokalizowane w odległości ok. 3-4 kilometrów od gospodarstwa, rolnik nie był w stanie określić, kiedy dokładnie został wykonany pomiar działki.
Do pierwszego, nieprzyjemnego spotkania z pracownikami „energetyki” doszło we wrześniu 2020 r. Przyjechali do pola i chcieli stawiać słupy, nie informując o niczym właściciela działki. Z uwagi na porę roku, rolnik kosił wówczas kukurydzę, więc zaalarmowany przez sąsiadów mieszkających w pobliżu działki o tym, że pracownicy PGE stawiają na jego polu słupy, wysłał tam brata.
– Pracowałem wtedy sieczkarnią, a mój brat odbierał kukurydzę, wziął ciągnik z rozrzutnikiem i pojechał do tej działki. Kiedy dojechał na miejsce, okazało się, że faktycznie przyjechała ekipa elektryków. Jeden słup już stał, a drugi mieli gotowy do osadzenia. Brat poprosił elektryków o opuszczenie działki, oni się nie zgodzili, więc wezwał policję. Elektrycy oznajmili, że zapoznają się z sytuacją prawną i dowiedzą się, co dalej. Jednak kiedy brat z mamą pojechali wieczorem na działkę, okazało się, że drugi słup również został postawiony – opowiada Pawelec.
Bezradny policjant na rolniczej interwencji
Mimo obietnic składanych przez elektryków, które dotyczyły rozpoznania sytuacji prawnej, po dwóch dniach, bez uprzedzenia, wrócili na pole, gdzie wcześniej postawili dwa słupy elektroenergetyczne linii napowietrznej niskiego napięcia z żerdzi betonowej. Ponownie zaalarmowany przez sąsiadów rolnik, szybko pojechał na miejsce powstrzymać pracowników PGE. Tym razem nie obyło się bez interwencji policji.
– Pojechałem autem na działkę. Elektrycy stali na jej skraju. Poprosiłem ich o opuszczenie działki, zgodnie z prawem o nienaruszaniu stanu posiadania. Zebrali się i pojechali do innego punktu oznaczonego palikiem geodezyjnym. W tym czasie zadzwoniłem po patrol policji. Policjant, który przyjechał, potrzebował konsultacji telefonicznej, najprawdopodobniej z kimś, kto miał większe doświadczenie w tym temacie. Jednak to niewiele dało, bo nadal nie umiał stwierdzić, kto ma rację. Wtedy brygadzista zarządzający elektrykami, dał mu numer do kierownika rejonu w Puławach, po rozmowie z którym policjant zaczął trzymać stronę elektryków powołujących się na ustawę Covid – relacjonuje Pawelec, dodając, że ostatecznie interwencja zakończyła się stwierdzeniem, iż sprawę należy rozpatrywać na drodze sądowej.
Rolnik zablokował działkę ciągnikiem
Zdaniem rolnika, elektrycy nie mieli prawa władania nieruchomością, a w księdze wieczystej nie widnieją zapisy, poświadczające fakt istnienia linii elektronergetycznej na działce, której dotyczy spór. W związku z brakiem reakcji policjanta na zaistniałą sytuację, energetycy chcieli wrócić do stawiania słupów na działce rolnika. Pawelec nie dał jednak za wygraną i na własną rękę postanowił zablokować pole ciągnikiem w miejscu, gdzie miał być postawiony trzeci słup.
– Pracownik obsługujący wiertnicę podjechał, żeby wywiercić otwór. Wtedy szybko wskoczyłem w to miejsce, gdzie stał palik, jeszcze mi powiedział, żebym uważał, bo mnie ta wiertnica wciągnie. Elektrycy postali jeszcze 15 minut i odjechali do działki sąsiada, gdzie postawili dwa słupy. W tym czasie zadzwoniłem po moją mamę i bratową, żeby przyjechały popilnować pola, a sam pojechałem do domu po traktor i zablokowałem działkę na całą noc – wspomina rolnik.
Rolnik z bratem usunął słupy energetyczne z działki rolnej
Po tym jak traktor przestał noc na polu, rolnik poprosił brata o wsparcie i wspólnie zdemontowali dwa słupy, które elektrycy zdążyli postawić.
– Wyciągnęliśmy je z ziemi i położyliśmy z boku działki, one miały ok. 7-8 m. Zrobiliśmy to na podstawie art. 343 Kodeksu cywilnego, z którego wynika, że jeżeli ktoś naruszy stan posiadania, to właściciel ma prawo przywrócić mienie do stanu pierwotnego – uzasadnia rolnik.
Rolnik zdemontował słupy na polu i trafił na przesłuchanie
Niestety, po ok. 2 tygodniach od demontażu słupów energetycznych, rolnika odwiedziła policja w celu wyjaśnienia zaistniałego zdarzenia. Wówczas Pawelec wyjaśnił im, że usunął słupy z pola na podstawie w/w artykułu. Efektem interwencji było wezwanie rolnika wraz z mamą, po 6 miesiącach, na przesłuchanie. Rolnikowi zarzucono wówczas zniszczenie mienia.
– Pojechałem tam. Wyszkoliłem się z przepisów prawa. Zeznawałem razem z mamą 1,5 h. Przyznałem się, że wyciągnąłem te słupy, swoje racje zaznaczyłem. Prokuratura umorzyła wtedy dochodzenie, nie widząc znamion przestępstwa – mówi rolnik.
PGE domaga się odbudowy linii energetycznej na działce rolnej
Po umorzeniu sprawy przez policję, spór pozostawał nierozwiązany, a do rolnika spłynęło ok. 5 pism, za których pośrednictwem PGE informowała go o tym, że chce odbudować skradzioną linię elektroenergetyczną i zachęcała do podpisania, zdaniem rolnika, jednostronnie korzystnej umowy.
– Pisali, że przez moją działkę została kiedyś poprowadzona linia energetyczna i chcą ją odbudować, a jeśli nie, to wejdą na drogę prawną. Dodatkowo załączali umowę do podpisania, która była bardzo jednostronnie korzystna. Pisali, że będzie jednorazowa wypłata odszkodowania itp. Stwierdziliśmy jednak, że nie będziemy odpowiadać na te pisma, bo wcześniej PGE miało karygodne podejście – bez poszanowania prawa własności i relacji międzyludzkich – wyjaśnia rolnik.
Dalsza część artykułu pod galerią zdjęć:
PGE chce wybudować rolnikowi linię elektroenergetyczną bez prawa własności?
W czerwcu 2024 rolnik otrzymał pismo, z którego dowiedział się że PGE złożyła wniosek o czasowe i stałe ograniczenie prawa własności do rzeczonej działki. Pawelec odwołał się od tego wniosku, co skutkowało koniecznością uzupełnienia przez spółkę niezbędnej dokumentacji, czego wymagało starostwo. W marcu 2025 r. sprawa trafiła do Sądu Administracyjnego w Rykach, ale PGE nie ustąpiło.
– U nas prawnie w księdze wieczystej i w mapie zasadniczej uzbrojenia terenu nie jest nigdzie napisane, że działka była w jakikolwiek sposób uzbrojona w sieć elektroenergetyczną. Na siłę chcą sobie wybudować infrastrukturę przesyłu, na cudzej działce, nie mając do tego prawa własności – twierdzi Pawelec.
Skradziona linia energetyczna, której nie było?
Jak wyjaśnia rolnik, zgromadzone w toku postępowania dokumenty jednoznacznie wskazują, że nie ma żadnych dowodów na to, by w przeszłości przez zakupioną działkę była poprowadzona linia elektroenergetyczna.
– PGE ma swoje wewnętrzne dokumenty, czy projekty z lat 70., ale na nich nie ma nawet podpisu właściciela działki! Mają niespójności w dokumentacji, bo jak była sprawa administracyjna, to mówili, że linię zbudowano 1972 r. i powoływali się na dokumenty odbioru technicznego, a samo przyłącze do tej działki, do której prąd miał być poprowadzony, jest z 1979 r. – tłumaczy rolnik.
Jak dodaje Pawelec, w roku 2020 PGE zgłosiła kradzież linii elektroenergetycznej, choć podczas kupowania gruntu w 2018 r., poza jednym słupem, nie znajdowała się na nim żadna infrastruktura energetyczna.
– Po pierwsze nie mieli prawa dysponowania nieruchomością, żeby te słupy stawiać, po drugie, nie mieli pozwolenia budowlanego, żeby te słupy wybudować, gdzie nawet w latach 70. obowiązywało prawo budowy na postawienie budowli, którą jest słup energetyczny. Nie jest nigdzie zaznaczone w księgach wieczystych, że mają prawo dysponowania nieruchomością i jest jeszcze przepis prawa, który mówi, że jeżeli rzecz jest porzucona przez trzy lata, to przechodzi na rzecz właściciela. Ponadto artykuły 21. i 64. Konstytucji, gwarantują zachowanie własności, a art. 288 Kodeksu cywilnego stanowi o tym, że jeżeli ktoś chce wziąć, poprowadzić jakąś sieć przez czyjąś działkę, to powinien to zrobić w sposób najmniej uciążliwy dla posiadacza. U nas chcieli trzy słupy postawić w poprzek działki, która ma 2,30 ha powierzchni użytkowej. Nie dość, że nie mają prawa własności, to chcą zaburzyć użytkowanie, bo działka była kupiona, żeby uprawiać rośliny, a nie słupy – argumentuje rolnik, twierdząc, że aktualnie wiele osób ma podobny problem i przez nieznajomość przepisów przegrywa rozprawy sądowe z PGE.
Sprawa pozostaje nierozwiązana. 7 kwietnia br. strony postępowania, czyli rolnik i przedstawiciele PGE mają spotkać się w Starostwie Powiatowym w Rykach w celu podjęcia kolejnej próby porozumienia.
– PGE twierdzi, że to my mamy wyjść z inicjatywą jak to rozwiązać. Przecież to jest działka rolna! To oni muszą się dostosować do dostarczenia energii do odbiorców i to w gestii PGE powinno być, żeby im ten prąd dostarczyć, a nie my, jako właściciele działki wolnej od jakiejkolwiek infrastruktury energetycznej będziemy wychodzić z wnioskiem, żeby tę naszą działkę potencjalnie obciążyć – kończy rolnik, dodając, że kolejnym argumentem, który zdaniem PGE uzasadnia konieczność postawienia słupów, jest umowa na przesył prądu podpisana w marcu 2023 r. z ludźmi, którzy w pobliżu jego działki, kupili sobie siedlisko.
Zapytanie o stanowisko w sprawie zostało skierowane do spółki PGE Dystrybucja Oddziału Lublin Rejonu Energetyczny Puławy, które opublikujemy.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz