O sprawie pisaliśmy pierwszy raz w lipcu tego roku. Spotkaliśmy się wtedy z rolnikami, którym ZZ-M w Werbkowicach były winne pieniądze. Wśród nich byli i tacy, którzy zawiadomili organy ścigania, bo nie dostali pieniędzy za dostarczone zgodnie z umowami zboże.
– Nam jest winien 14 tys. zł za pszenicę konsumpcyjną – mówił w lipcu Władysław Rusiński, reprezentujący w tej sprawie syna. – Mamy małe gospodarstwo, 12 ha, cały rok musimy ciężko pracować, a tu taka sytuacja. Prezes nie odbiera telefonów, jest nieuchwytny. I to mnie najbardziej boli. Żeby się odezwał, powiedział, słuchajcie, mam problemy, dogadajmy się jakoś.
– Do zwrotu jest wciąż 5 tys. zł. To dotyczy umowy jeszcze z maja 2017 r – mówił w tym samym czasie Marian Korzeniowski. – Po tym, jak dowiedzieliśmy się, że człowiek jest niewypłacalny, żona zgłosiła sprawę na policję w Hrubieszowie. To było kilka miesięcy temu. Od tamtej pory nie dostaliśmy żadnej informacji z policji ani prokuratury, gdzie ponoć sprawa miała trafić.
Usłyszał zarzuty
Sprawa rzeczywiście trafiła do prokuratury. Jak dowiedzieliśmy się w Prokuraturze Rejonowej w Hrubieszowie, śledztwo jest na etapie stawiania zarzutów. Mariusz Rymarz, zastępca prokuratora rejonowego w Hrubieszowie informuje, że na ten moment Wojciech G. usłyszał ich już dwanaście, chodzi o ok. 170 tys. zł niezapłaconych za odebrane zboże. Według śledczych, mężczyzna zawierając umowy, nie miał zamiaru wywiązać się z nich w terminie.
Prokurator Rymarz zaznacza jednak, że prowadzona przez niego sprawa jest rozwojowa i poszkodowanych rolników może być więcej, a tym samym Wojciech G. może usłyszeć kolejne zarzuty. Na razie na poczet należności wobec rolników prokuratura zajęła mu 4-hektarową działkę rolną wartą bez mała 200 tys. zł.
- Wojciech G. nie zapłacił rolnikom za zboże 170 tysięcy złotych. Prokuratura uważa, że zawierając umowy nie miał zamiaru wywiązać się z nich
Nasz rozmówca poinformował nas jednocześnie, że Wojciech G. nie przyznał się do postawionych mu zarzutów i złożył jedynie krótkie wyjaśnienia. Jeśli w tej sprawie zostanie sformułowany i przekazany do sądu akt oskarżenia, a wszystko na to wskazuje, to przedsiębiorcy grozić będzie do 8 lat więzienia.
Dlaczego idzie to tak wolno?
Tymczasem poszkodowani rolnicy obawiają się, że w ogóle nie odzyskają swoich pieniędzy. Narzekają na powolne – ich zdaniem – prowadzenie sprawy przez organy ścigania. – Gdybym ja ukradł panu pieniądze, to gwarantuję, że dawno byłoby wszystko zakończone. Tymczasem w tej sprawie mijają kolejne miesiące, a naszych pieniędzy jak nie było, tak nie ma – mówi jeden z nich. – A gdy go spotkałem (Wojciecha G. – dop. redakcji) i zapytałem, co się dzieje z należnymi pieniędzmi, to usłyszałem w odpowiedzi, że spotkamy się w sądzie.
- Tablica świetlna stojąca przed Zakładami Zbożowo-Młynarskimi w Werbkowicach zachęca do sprzedaży zboża
O to, co dalej z pieniędzmi dla rolników, próbowaliśmy osobiście zapytać Wojciecha G. Ponieważ w Krajowym Rejestrze Sądowym figuruje cały czas jako prezes Zakładów Zbożowo-Młynarskich w Werbkowicach, pojechaliśmy właśnie tam. 20 listopada byliśmy w młynie dwa razy. Rano i po południu. – Nie ma samochodu, to znaczy, że prezesa nie ma – powiedział zapytany przez nas o Wojciecha G. napotkany pracownik młyna. Inny pracownik informował w lipcu, że prezes dojrzewa do takich decyzji własnościowych, które umożliwią spłatę zadłużenia.
Jednak, mimo że Zakłady Zbożowo-Młynarskie w Werbkowicach nie płaciły rolnikom na czas, a w części przypadków nie zapłaciły do dziś, i choć ich prezes usłyszał prokuratorskie zarzuty oszustwa, to tablica świetlna przed młynem wciąż zachęca do sprzedaży w tym miejscu zboża, proponując za nie konkretne ceny. Kolejki sprzedających nie zaobserwowaliśmy.
Niewidzialny prezes
Z młyna w Werbkowicach pojechaliśmy do pobliskiego Hrubieszowa, ale w domu, gdzie mieszka Wojciech G., nikt nie otworzył furtki. Do chwili wysłania tego tekstu do drukarni przedsiębiorca nie odpowiedział też na pytania, które zadaliśmy mu drogą esemesową i mailową. Nie odbierał także telefonu.
Przypomnijmy, że w lipcu tego roku napisał esemesa, w którym prosił, aby przesłać mu pytania mailem. Niestety, nie możemy poinformować naszych Czytelników, co Wojciech G. ma w tej sprawie do powiedzenia, ponieważ – choć minęło już od tego czasu prawie pół roku – to na pytania dotyczące pieniędzy dla poszkodowanych nie odpowiedział do dziś.
Krzysztof Janisławski