
Trzeba się promować!
Kiedy na grupie zrzeszającej koła gospodyń z łódzkiego zamieściłam komentarz, natychmiast zgłosiło się kilka kół chętnych do opowiedzenia o sobie. Jedną z pierwszych odpowiedzi przysłała Marika Dorabiała, przewodnicząca koła gospodyń w Proboszczowicach w gminie Warta w powiecie sieradzkim. „Oczywiście! Trzeba się promować. W dzisiejszych czasach bez tego ani rusz!” powiedziała. Na co dzień jest nauczycielem współorganizującym kształcenie specjalne w przedszkolu.
Może zmienią logo?
Przewodniczącą jest od roku. Dotychczas, przez pierwsze cztery lata istnienia koła, przewodniczyła mu koleżanka, która została mamą. Marika zajęła jej miejsce i, póki co, radzi sobie nieźle.
Spoglądam na pierwsze zdjęcia na profilu i uderza mnie logo koła. Jak w przypadku wielu innych, koło w Proboszczowicach wykorzystuje bardzo powszechny motyw, czyli serce wypełnione łowickim wzorem. Mówię, że ładne, ale stosują go setki kół, a to sprawia, że nie wyróżniają się. Że w pamięć zapada coś oryginalnego, i jeśli koło chce się promować, zawsze warto, by miało oryginalne logo.
– Rzeczywiście. Coś bardziej „naszego” pewnie byłoby lepsze. To fajnie, że pani to podsuwa. Jesteśmy dość młodym kołem, ale uczymy się, uczymy cały czas i słuchamy wskazówek. Będziemy analizować i wdrażać. Jestem właśnie przed walnym zebraniem. I to jest kolejny punkt, kwestia do zanalizowania – cieszy się Marika.
Cieszy taka reakcja, bo oznacza, że babki w kole są otwarte, poszukują, chcą się rozwijać. Może zmienią logo, może nie, ale mają wiedzę, którą mogą wykorzystać.
Debiut z karkówką
A koło zaczęło się tak. Dziewczyny są żonami druhów OSP Proboszczowice. Kiedy były jakieś imprezy, walne zebrania, one zawsze gdzieś się po remizie krzątały, pomagały, gotowały.
– Może za rok, może za dwa lata, i tak schodziło. Kilka lat temu dostrzegłyśmy, że wsie w okolicy zakładają koła i stwierdziłyśmy, że czas chyba naszą pracę sformalizować. Pierwsze spotkanie było trudne, bo bałyśmy się dokumentów, tej papierologii. Nie miałyśmy pojęcia z czym się to je. Ale działamy już piąty rok – mówi Marika.
Działają i, póki co, nie piszą projektów. Korzystają wyłącznie z agencyjnej dotacji. Ta, w połączeniu z licznymi trofeami, które zdobywają w konkursach, na razie wystarcza.
– Nasz debiut na tego typu imprezach to był piknik organizowany przez urząd marszałkowski w sierpniu 2021. To było zakończenie wakacji z województwem łódzkim w Ostrowie Warckim. W konkursie kulinarnym zajęłyśmy pierwsze miejsce. Przygotowałyśmy karkówkę z ziemniaczkami i kapustą zasmażaną. Nagroda pieniężna nie była duża, ale bardzo cieszyła – mówi Marika.
Tu maznąć, tam dołożyć
Ich dania na zdjęciach podane są z klasą, elegancko, ciekawie. Jak w restauracji. Marika mówi, że nigdzie się w tym nie szkoliły. Że kiedy startują w konkursie, są tak zdeterminowane, że jedna dołoży trawę cytrynową, druga czymś maźnie po talerzu i jakoś samo wychodzi.
Latem od czterech lat organizują z pomocą strażaków piknik rodzinny. Zimą robią zabawę choinkową dla dzieci – z poczęstunkiem i animacjami. Najchętniej jednak proboszczowiczanki biorą udział w konkurencjach kulinarnych, a najczęściej tych organizowanych przez Stowarzyszenie Innowatorów Wsi. Ostatnio w konkursie pod hasłem „Wołowina – jakość, która się opłaca” zajęły pierwsze miejsce i wygrały robot planetarny.
Wspomniane stowarzyszenie organizuje też Łódzki Festiwal Mleka. W lipcu 2023 r., w drugiej edycji festiwalu, panie przygotowały koktajl mleczny, chłodnik i mleczny deser. Deser zaserwowały po włosku – zrobiły rożek z kremem, czyli włoskie cannoli. Jedna z członkiń koła przez kilka lat pracowała w gastronomii we Włoszech. Wygrały wtedy gofrownicę. Regularnie pieką w konkursie „Wielkanocna baba z Łódzkiego” wielkanocną babę. Najczęściej wygrywają tam baby tradycyjne.
Od rolniczki do urzędniczki
W Proboszczowicach współorganizowały piknik z policjantem i psychologiem pod hasłem „Bezpieczeństwo w sieci”. Panie uczyły się też makramy i dziś kilka z nich znalazło w tym pasję.
W 2024 roku zorganizowały warsztaty dla podopiecznych Środowiskowego Domu Samopomocy w Sieradzu.
– Robiłyśmy z podopiecznymi przetwory owocowe i warzywne według receptur naszych koleżanek z koła. Jedna z naszych koleżanek pracuje tam jako terapeuta zajęciowy i zaproponowała nam taką akcję. Uczestnikom się podobało, podopieczni byli zachwyceni, dostaliśmy od nich ręcznie robione upominki. Niewykluczone, że zrobimy z tego regularne działanie – mówi Marika.
W kole mają i seniorki, i sporo młodych mam. Są tam nauczycielki, panie zajmujące się gospodarstwem, są panie pracujące w urzędach. O czym marzą?
– Na dziś mamy raczej przyziemne marzenia. Remont kuchni i jej wyposażenie, bo w kuchni jednak chyba najlepiej się czujemy, remont łazienek. A potem? Może jakieś kilkudniowe wyjazdy, żeby wreszcie odpocząć. Właśnie na tym walnym będziemy rozmawiać też o marzeniach – kończy Marika.
Karolina Kasperek