O własnej chlewni dla macior i prosiąt, żeby zamknąć cykl produkcyjny, na razie nie myśli. Raz, że to duży koszt, a dwa, że rolników czekają coraz większe ograniczenia związane z wymogami ochrony klimatu i środowiska oraz wciąż niesprecyzowane wymogi utrzymania w zwiększonym dobrostanie.Dominika Stancelewska
Utrzymująca się przez wiele wcześniejszych lat trudna sytuacja na rynku trzody chlewnej spowodowała, że wielu rolników postawiło na tucz w cyklu otwartym. Jednak on też nie gwarantuje trwałej opłacalności i stabilnych cen skupu żywca. Dlatego niektórzy, tak jak nasz rozmówca, decydują się na stopniowe zasiedlanie chlewni. To oczywiście oznacza dużo więcej pracy i wymaga lepszej organizacji, ale zmniejsza się ryzyko trafienia przy sprzedaży na bardzo niekorzystne ceny tuczników.
- Dlaczego rolnik zdecydował się na całkowitą modernizację całej chlewni i budowę nowego budynku inwentarskiego?
- Jak stopniowo doposażał swoje gospodarstwo?
- Dlaczego rolnik zrezygnował z polskich prosiąt na rzecz duńskich?
- Czy hodowca bierze pod uwagę zamknięcie cyklu produkcyjnego i budowę chlewni dla macior?
Stare budynki inwentarskie nie były dostosowane do nowoczesnej produkcji świń
Łukasz Bąkowski z Lutosławic Szlacheckich w powiecie piotrkowskim prowadzi gospodarstwo od 12 lat, kiedy to skończywszy studia, zakupił je od sąsiada rodziców rezygnującego z prowadzenia działalności rolniczej. Dawniej utrzymywał on świnie, ale już kilka lat przed sprzedażą budynki stały puste.
– Mogłem w nich pomieścić do 1600 tuczników, ale chlewnie nie były dostosowane do nowoczesnej produkcji. Brakowało w nich wentylacji, izolacji, pasza była zadawana ręcznie do koryt, w części z nich stosowano system utrzymania na głębokiej ściółce. Wymagało to bardzo dużo pracy przy obsłudze zwierząt. Dlatego od razu rozpocząłem sukcesywne modernizacje – opowiada Łukasz Bąkowski.
Dodatkowo jeden z zakupionych b...